walizki -
Niska, belkowana powała pociemniała od dymu, w głębi izby stał szeroki szynkwas. Stołki i ławy były mocno sfatygowane, a trocin pokrywających podłogę nie zmiatano i nie wymieniano od miesięcy.
- Zdaje się, że to spokojna noc - zauważył rycerz.
- Zawsze jest spokojnie o tej porze, przyjacielu. Czego sobie życzysz?
- Masz arcjańskie czerwone?
- Arcium słynie ze swej winorośli. Nikomu nigdy nie zbraknie czerwonego arcjańskiego. - Oberżysta z pełnym znużenia westchnieniem wstał i nalał wina do pucharu. - Późną porę wybrałeś sobie na przechadzki, przyjacielu - zauważył, podając rycerzowi puchar, który - jak Sparhawk dostrzegł - od dawna nie był myty.
- Służba
nie drużba. - Pandionita wzruszył ramionami. - Pewien znajomy powiedział mi, że masz tu na górze poddasze. Oberżysta spojrzał na niego spod oka podejrzliwie.
- Nie wyglądasz na kogoś, kto miałby do załatwienia nie cierpiący zwłoki interes na poddaszu - rzekł. - Czy ten twój znajomy ma imię?
- Nie takie, które chciałby podawać do publicznej wiadomości. - Sparhawk pociągnął tęgi łyk wina. Okazało się wyjątkowo poślednie.
- Przyjacielu, nie znam cię i nie podoba mi się twoje nazbyt pańskie obejście. Dopij wino i idź stąd! Chyba że potrafisz przypomnieć sobie jakieś odpowiednie imię.
- Mój znajomy pracuje dla człowieka o imieniu Platim.
walizki Pewnie słyszałeś o nim.
- Platim musi być spłukany. - Oberżysta spojrzał z nieco większym zainteresowaniem. - Nie wiedziałem, że ma coś wspólnego ze szlachetnie urodzonymi... oczywiście poza okradaniem ich.
Sparhawk wzruszył ramionami.
- Ma wobec mnie pewne zobowiązania - mruknął. Zarośnięty mężczyzna wciąż patrzył podejrzliwie.
- Każdy może wycierać sobie buzię Platimem - stwierdził.
- Ziomku - rzekł Sparhawk bezbarwnym głosem i odstawił puchar - to zaczyna być nudne. Albo wejdziemy na twoje poddasze, albo pójdę rozejrzeć się za strażami. Jestem pewien, że bardzo ich zainteresuje twój szynk.
Oberżysta sposępniał.
- To cię będzie kosztowało pół srebrnej korony - zdecydował wreszcie.
- W porządku.
- Nawet
nie zamierzasz się potargować?
- Trochę mi się śpieszy. Następnym razem możemy posprzeczać się o cenę.
- Zdaje się, że bardzo zależy ci na opuszczeniu miasta, przyjacielu. Nie zabiłeś chyba nikogo dzisiejszej nocy tą włócznią?
- Jeszcze nie - powiedział Sparhawk spokojnie. Oberżysta głośno przełknął ślinę.
- Pokaż mi pieniądze - zażądał.
- Oczywiście, ziomku. A potem pójdziemy na górę rozejrzeć się po okolicy.
- Musimy być ostrożni. Przy tej mgle nie sposób dostrzec nadchodzących strażników.
- Zajmę się tym.
- Tylko bez zabijania! Ta karczma jest całkiem miła, dzięki niej mam co włożyć do garnka. A jeżeli ktoś zabije tu strażnika, będę musiał ją zamknąć.
- Nie
martw opaski się, ziomku. Nie mam zamiaru nikogo zabijać dzisiejszej nocy.
Poddasze było zakurzone i sprawiało wrażenie rzadko używanego. Oberżysta ostrożnie otworzył okno w szczytowej ścianie i usiłować coś dojrzeć w gęstym oparze. Za jego plecami Sparhawk zaszeptał po styricku i uwolnił zaklęcie. Wyczuł tam, we mgle, obecność człowieka.
- Ostrożnie - powiedział cicho. - Nadchodzi strażnik.
- Nikogo nie widzę.
- Słyszę go - rzekł Sparhawk. Nie było potrzeby wdawać się w zawiłe wyjaśnienia.
- Masz dobry słuch, przyjacielu.
Czekali obaj w ciemności, dopóki zaspany strażnik nie przeszedł mimo i nie zniknął we mgle.
- Pomóż mi. - Oberżysta dźwignął jeden koniec ciężkiej belki na
parapet. - Przerzucimy ją na mur i przejdziesz po niej. Potem rzucę ci koniec tej liny. Jest tu umocowana, a więc będziesz mógł się po niej ześliznąć.
Przesunęli belkę nad uliczką przylegającą do muru otaczającego miasto.
- Dzięki, ziomku - rzekł Sparhawk. Wspiął się na belkę i centymetr po centymetrze, ostrożnie dotarł do jej końca. Potem złapał zwój liny, która wyłoniła się z mglistej ciemności. Spuścił ją z muru i zsunął się na dół. Po chwili był już za miastem. Lina zniknęła wessana we mgłę i dobiegł go odgłos wciąganej belki.
- Bardzo sprytne - mruknął do siebie, oddalając się chyłkiem od
opaski -
|