opaski -
Muszę porozmawiać z Sephrenią. Pozostaniemy tu przynajmniej godzinę. Upewnimy się, że gwardzistów nie ma w pobliżu i dopiero wtedy ruszymy dalej.
- Dobry pomysł. I tak właśnie naszła mnie ochota na śniadanie.
Poprowadzili konie pomiędzy mokrymi drzewami do małej kotlinki otaczającej rwący strumień.
- Przejechali? - zapytał Tynian.
- Galopem. - Kalten uśmiechnął się szeroko. - I nie rozglądali się za bardzo dookoła. Kto ma coś do jedzenia? Umieram z głodu.
- Mam kawałek zimnego bekonu - zaoferował Kurik.
- Zimnego?
- Z ognia jest dym. Chciałbyś, szlachetny panie, aby ten lasek zapełnił się gwardzistami? Kalten westchnął ciężko. Sparhawk podszedł do Sephrenii.
- Z tymi żołnierzami jedzie ktoś,
a raczej coś - powiedział. - Bardzo mnie to niepokoi. Myślę, że to samo, co widziałem tej nocy w Cimmurze.
- Czy mógłbyś to opisać?
- Jest dość wysokie i bardzo szczupłe. Plecy ma chyba zdeformowane. Ubrane było w czarną szatę z kapturem, więc nie mogłem dojrzeć nic więcej. - Zmarszczył brwi. - Gwardziści z tego oddziału sprawiali wrażenie jakby zauroczonych. Zwykle zwracają baczniejszą uwagę na to, co robią.
- Opowiedz mi coś więcej o tej dziwnej postaci. - Czarodziejka mówiła z całkowitą powagą. - Co jeszcze zauważyłeś?
- Nie jestem pewien, ale zdawało mi się, że jej oblicze promieniowało czymś w rodzaju zielonkawej
poświaty. To samo zauważyłem wtedy, w Cimmurze.
Sephrenia pobladła jak chusta.
- Sparhawku, musimy natychmiast wyruszyć.
- Gwardziści nie wiedzą, że tu jesteśmy...
- Niedługo będą wiedzieć. Opisałeś mi właśnie szukacza. W Zemochu używa się ich do polowania na zbiegłych niewolników. Garb na plecach to były jego skrzydła.
- Skrzydła? - zapytał Kalten tonem pełnym sceptycyzmu. - Mateczko, ssaki nie mają skrzydeł... no, może z wyjątkiem nietoperzy.
- To nie jest ssak. Bardziej przypomina owada, chociaż żadne z określeń nie jest zbyt trafne, gdy w grę wchodzą stwory wywołane przez Azasha.
- Chyba nie będziemy obawiać się owada.
- W tym przypadku powinniśmy. Szukacz ma móżdżek bardzo niewielki,
opaski ale to jest nieistotne, ponieważ myśli za niego duch Azasha. Doskonale widzi w ciemności i mgle. Ma bardzo ostry słuch i wyjątkowy węch. Gdy tylko gwardziści zbliżą się do kolumny pana Olvena, szukacz będzie wiedział, że nie jedziemy razem z rycerzami. Wtedy gwardziści zawrócą.
- Chcesz powiedzieć, pani, że żołnierze prymasa słuchają rozkazów owada? - zapytał Bevier ze zdumieniem.
- Muszą. Nie mają wyboru. Szukacz całkowicie nimi zawładnął.
- Jak długo to potrwa?
- Dopóki będą żyć, co zwykle nie trwa zbyt długo. Kiedy przestaną mu być potrzebni, pożre ich. Sparhawku, grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo. Ruszajmy natychmiast.
- Słyszeliście - rzekł ponuro Sparhawk. -
Na koń! Wyjechali kłusem z zagajnika i przecięli szeroką, zieloną łąkę, na której w wysokiej po kolana trawie pasły się krowy w brązowe i białe łaty. Ulath podjechał do Sparhawka.
- Nie chcę się wtrącać - powiedział - ale miałeś z sobą dwudziestu pandionitów. Czemu po prostu nie zawróciłeś i nie zrobiłeś porządku z tymi gwardzistami i ich owadem?
- Pięćdziesiąt martwych ciał leżących na trakcie zwracałoby uwagę - wyjaśnił Sparhawk - a świeże groby prawie jednako rzucają się w oczy.
- Tak, to brzmi sensownie. - Potężny genidianita chrząknął. - Życie w przeludnionych królestwach nie jest wolne od pewnych problemów, prawda? W
Thalesii trolle i ogry zwykle uprzątają porzucone trupy, nim ktoś na nie trafi.
Sparhawk wzdrygnął się.
- Czy one rzeczywiście jedzą padlinę? - zapytał. Obejrzał się przez ramię wypatrując pościgu.
- Trolle i ogry? O tak, chyba że ścierwo zbytnio dojrzeje. Tłuściutki gwardzista wystarczyłby rodzinie trolli na tydzień z okładem. To jeden z powodów, dla których nie ma zbyt wielu żołnierzy Kościoła i ich cmentarzy w Thalesii. Panie Sparhawku, ja po prostu nie lubię zostawiać za sobą żywych wrogów. Ci gwardziści mogą wrócić, by na nas zapolować, i jeżeli ten stwór, który nimi dowodzi, jest tak niebezpieczny, jak mówiła Sephrenia, to powinniśmy byli
-
|